Blog > Komentarze do wpisu
... użycz mi pogody ducha!...

Starość... cudowny etap w życiu człowieka... gdyby nie cholernie zawężony zakres zainteresowań!

Każda wizyta- ktokolwiek by się nie pojawił- sprowadza się do ilości leków, dat kolejnych wizyt u takiego czy innego lekarza i dokładnego sprawozdania z aktualnego stanu własnego zdrowia. Zważywszy, że niemal to samo mam na co dzień- MAM DOŚĆ!! Rzygam na odległość problemami zdrowotnymi moich bliźnich!

Ja wiem, że starość /sama jestem stara!/, że tu skrzypi, tam boli a łupie jeszcze gdzie indziej, ale czy na pewno cokolwiek się polepszy, gdy będę to drobiazgowo analizować i po raz tysięczny rozpatrywać na forum ogólnym te same problemy?!... że też im się to,  ..., nie znudzi!!!  ;(((

piątek, 05 maja 2017, awuba
Komentarze
2017/05/05 20:10:13
No cóż, chyba niewiele mogę pomóc. Ja jestem na etapie, gdy dopiero zaczynamy chodzić znacznie częściej do lekarzy. Obserwuję rodziców i ich znajomych i rzeczywiście różnie to wygląda. Niektórzy bardzo skupiają się na swoim zdrowiu i bywa to męczące, a czasem wkurzające. Nic oczywiście nie mówię, tylko współczująco kiwam głową.
-
2017/05/05 21:53:54
Nie pojmuję, jak można swoimi dolegliwościami dzielić się z reszta świata! Akuratnie wyznaję bardzo staroświecki pogląd, że o swoim zdrowiu rozmawia się tylko z lekarzem!
-
2017/05/07 09:32:27
Ilenka50:
Ja też kiwam ze zrozumieniem głową, bo w końcu nie wiem, jak za jakiś czas sama będę reagowała... Hipokryzja? Niewątpliwie w jakimś stopniu tak, ale wytłumaczalna- mam nadzieję, bo po co tym ludziom do ich chorób dokładać własną niechęć, co to da - poza niepotrzebną przykrością?... ;(

Fusilla:
Piękny pogląd! Też nie lubię mówić o własnych przypadłościach... ale czy tak będzie zawsze?... Mam nadzieję, że nie przeistoczę się w stetryczałą, upierdliwą staruszkę, skupioną wyłącznie na swoich chorobach. ;))
-
2017/05/07 19:34:24
Nie bylabym taka drastyczna w ocenie, wiele ludzi jest samych- samotnych, czasami caly dzien nie moga otworzyc do kogo ust, do starosci naleza choroby, które tych ludzi ograniczaja, przez co nie maja szans zajac sie czym innym, no i przy spotkaniu innego, temat choroby jest jak znalazl. Ja to w pewien sposób rozumiem, no ale ja i taka prace mam, ze naslucham sie i o bólach, i o dolegliwosciach, a jak bylo, a jak moze byc... ;)
-
2017/05/09 12:19:51
Spirit_of:
I tak, i nie! Nie wiem, czy masz świadomość, że ja też jestem już starą kobietą, że jakby mi przyszło wyliczać, co i w którym miejscu mojego ciała mi szwankuje, to trochę by się tego zebrało. Nie znoszę rozmów o chorobach- to wymuszacze współczucia, które de facto tak naprawdę nikogo nie obchodzą i słuchacze tylko z grzeczności nie wychodzą , trzaskając drzwiami. A i samemu opowiadającemu nic to dobrego nie robi, więc po co??!
Co zresztą nie oznacza, że komukolwiek przerywam skargi. Bywa nawet, że podtrzymuję rozmowę, bo o czymś na spotkaniach rodzinnych wśród starych ludzi mówić trzeba, ;(( A że wewnętrznie mnie to w...., to namacalnym dowodem na to jest powyższa notka. I tyle. Gdzieś przecież własne frustracje trzeba upuścić- a pisanie jest do tego znakomite! ;)