|
Blog > Komentarze do wpisu
Jaki dać tytuł, żeby nie wystraszyć?...
Ostatnio śmierć krąży wokół mnie, jest tematem przesłaniającym wszystko inne. Pewnie zawsze tak było, tylko raz jest to temat spychany na obrzeża świadomości, innym razem wypływa na wierzch w całej okazałości, nie dając się pominąć milczeniem. W krótkim odstępie czasu pożegnałam dwie dobre znajome i każdy z pogrzebów zostawił we mnie refleksje, wątpliwości, pytania domagające się odpowiedzi. Odeszła Szymborska, odchodzą inni wielcy, znani lub zupełnie cisi, których żegna tylko garstka osób z najbliższej rodziny. Każdy pogrzeb jest inny i każda śmierć jest inna. Ostatnio prawie towarzyszę umieraniu obcej mi osoby, której nie znam i nigdy nie poznam a która stała mi się jakoś bliska poprzez swoje cierpienie odchodzenia, poprzez troskę i starania tych, którzy jej w tym odchodzeniu towarzyszą. I pojawiają się pytania: jak dalece można ingerować w rozpadającą się biologię? do jakiego momentu można i należy walczyć o zachowanie życia a kiedy ta walka staje się przedłużaniem agonii i przysparzaniem dodatkowych cierpień i umierającej osobie i tym, którzy są przy niej? Temat eutanazji od zawsze budził szalone kontrowersje, niemal wojnę ideologiczną. Nie rozumiem tego!
Nie wiem, czy za mojego życia eutanazja doczeka się zmiany statusu i pozbędzie złowrogiego stereotypu likwidowania starych, chorych i niepotrzebnych ludzi. Pewnie jeszcze sporo lat musi minąć, żeby do świadomości społecznej dotarło, że eutanazja jest takim samym aktem łaski jak uśpienie schorowanego cierpiącego zwierzęcia. I koniecznie muszę jeszcze coś dodać: eutanazja- w moim rozumieniu- zawsze musi być prawem wyboru, ale obwarowanym pewnymi oczywistymi warunkami a u jej podstaw musi leżeć intencja skrócenia cierpień zmagającego się z resztkami życia człowieka. Powiada się, że cierpienie uszlachetnia. Pytam: kogo?! Bodajże we Włoszech był przypadek młodej kobiety przez kilkanaście lat sztucznie trzymanej przy życiu. Rodzina wywalczyła zgodę na zaprzestanie tej walki. Zaprzestano. Jak? Zwyczajnie- odłączono ją od aparatury. Nie mogę o tym myśleć bez zgrozy! Skazano ją na powolną, straszliwą śmierć głodową, gdy można było nie przedłużać jej tej męki. I wszystko to w imię poszanowania człowieczeństwa. Co za hipokryzja i jakie nieludzkie okrucieństwo! Mam w swojej videotece hiszpański film "W stronę morza". Nie ma w nim czułostkowości. Jest próba zrozumienia człowieka, który jedyne co jeszcze może ocalić, to własne człowieczeństwo i prawo do godnej śmierci. Warto obejrzeć ten film. piątek, 17 lutego 2012, awuba
Komentarze
werjocz
2012/02/17 12:24:06
eutanazja jest skróceniem cierpienia, ale także morderstwem. zabija się wtedy nadzieje na wyzdrowienie.
2012/02/17 12:38:10
smierc to temat tabu, bo ludzie sie jej po prostu boja, a wobec bliskich, w wiekszej czesci, zachowuja sie tak, jak by to oni chceli aby z nimi postapiono gdyby umierali, tutaj wprawdzie eutanazji jeszcze nie wprowadzono, ale mozna sobie zazyczyc na pismie, zeby na sile nie utrzymywac przy zyciu, co juz dawno zrobilam, poza tym mam na pismie zadnych pogrzebow, mszy, grobow, a spalic i rozsypac, mnie i najblizszym zamiast ciezkiego kamienia i obowiazku latania na centarz, w zupelnosci wystarczy ich pamiec o mnie...juz kiedys pod wplywem reportazu na VOX na temat smierci tutaj klik pisalam...i nie ma czym wystraszac, kazdego to czeka, zycie i smierc sa nierozlaczalne :)
2012/02/17 14:05:14
Ja mam bardzo podobne przemyslenia na ten temat. Uwazam ze kobieta miec dostep do aborcji i sterylizacji, i kazdy czlowiek powininen miec dostep do eutanzji. Tak samo jak powinine miec dostep do srodkow antykoncepcyjnych , solidnej sluzby zdrowia i edukacji, mozliwosci rozmowy z psychologami, opieki hospicyjnej. Niestety te sprawy zostaly zrobione dogma religijna. A dogma religijna powinno byc wspolczucie, milosierdzie, uczciwosc, dobro...Nie sa to latwe sprawy...Czy sama zdecydowaqlabym sie na aborcje? Nie wiem. Moze tak w obliczu np. wiedzy o ciezko-chorym dziecku? Moze nie. Ale chcialabym miec ta opcje...Czy zdecydowalabym sie na eutanazje? Nie wiem. Ale wlasnie wolnosc sumienia zaczyna sie tam, gdzie naprawde to sumienie jest olne wybrac ze wszystkich opcji dostepnych....
2012/02/17 14:05:44
Werjocz:
A jeżeli tej nadziei na wyzdrowienie już nie ma?... Marga77: Przeczytałam. Bardzo interesujący wpis. Tylko u nas do pewnych spraw trzeba iść maleńkimi kroczkami, bo inaczej się nie da. Co będziemy mówić o rozsypywaniu prochów, skoro już postawiono całkiem realny szlaban dla kremacji- a więc ileś kroków w tył... I tak w wielu sprawach. :( 2012/02/17 14:23:28
Robin153:
Też uważam, że wolność człowieka to możliwość decydowania o własnym życiu w różnych jego przejawach a zmaganie się ze swoim sumieniem przy podejmowaniu trudnych życiowych decyzji to przejaw człowieczeństwa. "A dogmą religijną powinno być współczucie, miłosierdzie, uczciwość, dobro..." Niewątpliwie tak! Dodam jeszcze, że kościół chce wyegzekwować pewne postawy za pomocą groźby, kary i lęku a tam, gdzie panuje strach, nie ma już miejsca na miłość i współczucie. I może dlatego tak wielu wrażliwych ludzi oddala się od kościoła?... 2012/02/17 15:01:27
w Polsce kosciol wychowal sobie baranki tak, ze myli sie instytucje kosciola, ktory jest tylko urzedem, z Bogiem i tu lezy pies pogrzebany...swinia bym byla gdybym pol zlego slowa powiedziala na niemiecki kk, jest ludzki oddany wiernym i o nich zabiegajacy, nie mniej jednak obraz ogolny z urzedem papieza wlacznie, przestal mnie sie podobac, a ze chce placic podatki na kosciol w tym kraju, bowiem tutaj przede wszystkim koscioly maja pod opieka szpitale, przedszkola, przerozne socjalne instytucje itepe, zatem wystapilam z kk przenoszac sie do kosciola ewangelickiego
2012/02/17 19:34:23
Myślę, że w tym wypadku sprawdza się owo przysłowie, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Z jednej strony wszystko jest logiczne i racjonalne całkiem. Z drugiej strony jesteśmy ludźmi z całą naszą irracjonalnością i emocjami. I czasami świat wydaje się jakiś, a jest zupełnie inny, kiedy musimy podejmować prawdziwe decyzje. Trudne to.
OPL 2012/02/18 09:43:04
Jestem pielęgniarką z 40 letnim stażem. Kiedy zaczynałam pracę podtrzymywanie życia było w powijakach, w związku z tm śmierć przychodziła w sposób naturalny, lecz faktem jest też że umierali młodzi ludzie, np skutkiem wypadku, których dzisiaj ratuje się bez problemu i jeszcze długo żyją w pełnym zdrowiu. Jednak coś tu pękło i tę samą regułę stosuje się wobec chorych w bardzo podeszłym wieku, schorowanych, dla których życie niejednokrotnie jest jedynie uręką. Przez ostatnie lata pracowałam głównie ze starymi ludźmi i nie policzę ile razy drżały mi ręce na widok oczu człowieka, które zdawały się mówić "odejdź, zostaw mnie, daj mi umrzeć spokojnie". Ale jest tu też inny aspekt tej sprawy: po pierwsze lekarze i pielęgniarki nie chcą popełnić grzechu zaniechania, sa też poważne obawy o nadużycie "władzy " nad ludzkim życiem. Niestety, żadne kodeksy etyczne nie są w stanie zabezpieczyc dobra pacjenta, bo zawsze znajdzie się grupa, która nie ma skrupułów w tej mierze. Tak więc każdy mśli o sobie a głośno mówi się o prawach pacjenta. Co do Luany Englaro której przykład został przytoczony we wpisie, to nie została "odłączona od aparatury" bo jej nie stosowano. Jej śmierć nastąpiła w wyniku powolnego zmniejszania dawki odżywki proteinowej, którą przez kilkanaście lat podawano jej poprzez sondę założoną do żołądka. W TAKIM WYPADKU STOSUJE SIĘ NADAL KROPLÓWKI DOŻYLNE. Jednak zmniejszenie ilości protein powoduje coraz słabszą pracę serca i w efekcie zgon, który porównuje się z wypaleniem się świecy. Takie zaniechanie ma czasem inne powody np. pacjent nie przyjmuje tego rodzaju żywienia i reaguje chlustajacymi wymiotami. Niejednokrotnie zdarzyło mi się widzieć taką śmierć i mogę zapewnić, że jest to raczej łagodne zapadanie się w niebyt, które trwa około 14 dni. Pacjenci nie cierpią, ich ciała sa zrelaksowane, nie mają też świadomości głodu, gdyż ich mózg z reguły nie funkcjonuje od dawna. Zresztą każda osoba która uprawia głodówki powie to samo, nawet zdrowi ludzie odczuwaja głód jedynie w dwóch pierwszych dniach, później organizm przechodzi na zwolnione obroty, pod warunkiem że ma wystarczającą ilość wody. Reasumując temat jest bardzo trudny i każdy pojmuje go na swój sposób. Według mnie każdy powinien mnieć tę wolność aby będąc w pelni świadomym mógł zadecydować czy w ekstremalnych wypadkach poddawać go pewnym czynnościom terapeutycznym, czy nie. Ja wielokrotnie rozmawiałam z moimi dziećmi na ten temat i zastrzegłam, iz nie chcę aby mnie karmiono przez sondę lub podłączano na stałe do respiratora.
2012/02/18 15:12:16
Marga77:
W naszym kościele brakuje mi skromności, miłosierdzia i pokory... czyli ... istoty cnót chrześcijańskich, więc o czym tu mówić? OPL: Wszystkie prawdziwe decyzje są trudne, ale są też decyzje heroiczne, z którymi człowiek zostaje do końca swego życia- i te są najtrudniejsze! :( 2012/02/18 15:34:23
Sukienka_w_kropki:
Już raz zdarzyło mi się podać za pewnik coś, co mi się wydawało i co szybko zostało skorygowane. Przepraszam! Nie znając się na szpitalnych procedurach, odebrałam informację tak jak odebrałam. Na swoje usprawiedliwienie dodam tylko, że nikt nie pofatygował się wyjaśnić, tak jak Ty to zrobiłaś, na czym rzecz cała polegała, stąd mój szok i błędna ocena. Jest różnica między ratowaniem młodych ludzi po wypadkach i starych u kresu życia i bynajmniej nie dlatego, że stare życie jest mniej warte- nigdy nie odważyłabym się postawić takiej tezy. Mam jednak świadomość, że człowiek jest śmiertelny i że gdy nadchodzi czas końca jego ziemskiej wędrówki, nie ma sensu walczyć z wiatrakami, bo to walka nie tylko bezsensowna ale i dodatkowo udręczająca- bardzo pięknie napisałaś o ludzkich oczach błagających o prawo do odejścia w spokoju. Ja także uważam, że każdy człowiek powinien mieć prawo do podejmowania decyzji co do stosowania uporczywej terapii, bądź też nie! Dziękuję za przedstawienie porcji rzetelnej wiedzy. Myślę, że nie tylko ja przyjmę ja z wdzięcznością! 2012/02/18 22:48:45
Mam nadzieję że mój przydługi wywód rozwiał nieco mitów wokół tego rodzaju przypadków i procedur. Ale nie dziwię się że to tak odebrałaś, bo to co się mówilo i wypisywało we Włoszech, gdzie przez kilka tygodni wałkowano tę sprawę przechodziło ludzkie pojęcie. Ludzie nawet pikietowal szpital a niektórzy z nich przynosili kanapki dla Luany. Zapewne kiedy wzięła się za to jeszcze nasza prasa i dołożyła "swoją cegiełkę" to co tu dotarło do ludzi niekoniecznie odpowiadało faktom.
2012/02/19 00:37:37
Moje poglądy są podobne, więc nie będę się rozpisywać. Natomiast prosiłabym o więcej informacji na temat kremacji... Co masz na myśli mówiąc "już postawiono całkiem realny szlaban dla kremacji"?
Niedługo nie pozostanie mi nic innego, jak tylko zwariować. Widmo obowiązku pracy do śmierci + zakaz kremacji i pewnie nakaz oddania zwłok robakom na pożarcie ani chybi sprawi, że zwariuje, zamkną mnie w psychiatryku i będę sobie żyła wesoło nie martwiąc się już o nic. Za pieniądze podatników, jak najbardziej :) 2012/02/19 11:14:17
Sukienka_w_kropki:
To najlepszy przykład, jak wiele złego może w efekcie przynieść niedbała czy nierzetelna relacja prasy. :( Ikroopka: Pozdrawiam. :) Moonfairy: Nie chciałabym wprowadzić Cię w błąd. Po ostatnich pomyłkach postaram się być nieco ostrożniejsza. Powiem Ci to, o czym wiem a Ty spróbuj to sobie dodatkowo zweryfikować. Przy pogrzebach świeckich problem nie istnieje- może być kremacja. Przy pogrzebach katolickich- teoretycznie też nie ma problemu, natomiast praktyka zdecydowanie odbiega od teorii. Założenia są takie, że msza odprawiana jest przy zwłokach /a więc w trumnie/ a nie przy prochach. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby po mszy zawieźć ciało do kremacji. Problem w tym, że zgranie jednego dnia mszy z kremacją i pochówkiem prochów graniczy z cudem, tym samym robią się niejako dwie uroczystości pogrzebowe,/ często w dość odległym przedziale czasowym!/ co skutecznie zniechęca do kremacji zwłok. Istnieje pewien wyjątek od reguły. Może być msza z prochami, gdy najbliżsi żałobnicy muszą przyjechać z bardzo daleka. Niby to załatwia sprawę, ale w praktyce wszystko zależy od wrażliwości i dobrej woli księdza proboszcza a z tym może być różnie. Raz jeszcze zastrzegam, że takie informacje mam na dziś. 2012/02/19 12:14:18
Dzięki za wyjaśnienie. Już od jakiegoś czasu myślę, że wolałabym pogrzeb ewangelicki, niż katolicki. Wątpię, żebym zdecydowała się na taki krok, a tym bardziej, żeby zrobiła to rodzina, gdybym zmarła, ale muszę to przemyśleć, bo jednak to, co wyprawia kościół katolicki zwyczajnie mi nie pasuje, jakoś nie po drodze nam razem.
2012/02/19 13:32:27
moj ociec byl skremowany, a pogrzeb prowadzil ksiadz Polskokatolicki...sasiadka rodzicow na pogrzeb nie poszla, bo byl poganski ;)
2012/02/19 14:12:06
Identycznego określenia użył ksiądz w mowie pogrzebowej... jakoś tak, że dobrze, że nie jest to pogrzeb pogański / cześć osób przypuszczała, że może być świecki/ . Przytłaczające to cokolwiek! :(
2012/02/19 15:16:25
Chodziło o pogrzeb znajomej, która była dość aktywna politycznie i społecznie.
2012/02/23 14:08:34
Film "W stronę morza" jest jednym z niewielu szczerze poruszającym temat śmierci. Tak to jest, że spychamy te myśli na samo dno świadomości. Przychodzi jednak czas, że temat staje się nieunikniony i staje się czasem obsesją. Kiedy w niedługim okresie umierali po sobie rodzice mojego męża, długo dyskutowaliśmy na ten temat i do żadnych konstruktywnych wniosków nie doszliśmy. Śmierć czasem jest straszna, ale bywa też naprawdę wybawieniem.
Będę tu częściej zaglądać. Interesujący blog :) |
|